Długo przymierzałem się do tego wpisu, bo to pierwszy z cyklu, co się z nami dzieje. Nie obawiam się, że kogokolwiek obrażę, liczę bardziej na wsparcie i działanie bo sprawa jest i temat sam się nie naprawi.

 

Chyba jestem pierwszym, który twardo na nie jednej antenie powiedział, że cabrioleciarze to sami pozytywni ludzie, nie zmieniam zdania, jestem wręcz przekonany, że jak mało kto, to właśnie miłośnicy wiatru we włosach mają tyle energii i sympatii, że mogliby swoją aurą leczyć niektórych z depresji (oczywiście to takie ogólne porównanie, nie diagnoza lekarska) ale w tym całym bardzo pozytywnym wizerunku, jest mały minusik. Coś cholera poszło nie tak.

 

Przyznajcie się, ile razy jadąc na trasie „machnęliście” do kierowcy z naprzeciwka a ten Was, zwyczajnie olał? Ile razy myśleliście, a co mi tam, pewnie nie widziała, lub pewnie nie widział?
Co? Było tak? Jasne, że było!
Z pewnością nie raz, niestety to taka słaba prawda o nas, mówię ogólnie o cabrioleciarzach. Bynajmniej to nie personalna wycieczka.

 

Pierwszy raz z tzw. “witaniem się “w drodze spotkałem się w wieku nastu lat, gdy nasz drużynowy zabrał nas na Rajd Bieszczadzki, wtedy każdy z kim spotkaliśmy się na szlaku mówi do nas „cześć” Ludzie widzący nas z daleka machali w geście powitalnym i czuło się taką sympatię, więź z drugą osobą. Niby nic a jednak. Kiedy przyszło mi biegać, ale uprzedzam to „jednorazowy epizod:)” na drodze spotkałem kilkanaście osób, każda z nich przebiegając obok mnie podniosła rękę w geście pozdrowienia. Nikt nie upatrywał w tym wyjątkowego wysiłku który wywoła nieporządne skutki, nikomu ręka ze zmęczenia nie odpadła.
Pomyślałem sobie, że z nami musi coś nie tak,  musi być coś na rzeczy, bo albo nas nikt tego nie nauczył, albo zwyczajnie lecimy tak „załadowani” energią, że nie widzimy innych!
Terefere kuku, jak kto się kiedyś mawiało, słysząc głupotę, niestety jest trochę inaczej:

 

1. Właściciele w BMW często nie widzą innych aut, bo mają przecież BMW, wiem, bo byłem na kilku ogólnych spotach i stojący obok mnie gość Zetką, nawet z niej nie wyszedł, bo miał model droższy o jakieś 20 tys.
2. Mazdziarze witają się tylko z roadsterami, bo przecież oni to nie cabrio, skąd wiem? Bo nie raz to usłyszałem i nie raz machnąłem „łapą” bez skutku (choć u mnie Dębcu, lata kilka „Magd” i juz z daleka machają, coś zatem drgnęło)
3. Właściciele AmCarów nie kiwają tym gościom z Mustangów, bo Mustang na naszych drogach to  zwykle nowa, plastikowa bryka a prawdziwy AmCar to najlepiej z 50’ czy 60’ lat,  więc nie będą się „plastikom” kłaniać, o odwiecznym konflikcie Ford czy Chevy nie wspomnę.
4. Inna klasa to Porsche, tam albo są mega zajarani i machają wszystkim, bo cieszą się swoim cabrio jak dzieci, albo mają taki kij w dupie, który mocno przeszkadza w prawidłowej postawie przy kierownicy i nie pozwala na żaden ruch.
5. Jest jeszcze podział terytorialny, spróbuj na PGN-ach machnąć komuś w Warszawie (wiję się ze śmiechu pod stołem) jaką minę zobaczysz u kolegi w Stolicy na widok Twojej uniesionej ręki.
6. Reszta to ci, którzy wciąż naiwnie wierzą, że bez względu na to czym jeżdżą, kopnie ich kiedyś ta wyjątkowa przyjemność i zwyczajnie ktoś im odmachnie na drodze.

 

Reasumując, jako naród mamy zapał,  wciąż jeszcze klaszczemy w samolotach jak publika u Rubika, w Radomiu wyrywamy sobie zakupy z rąk i jemy z podłogi, jesteśmy mistrzami w zbieraniu gadżetów na Targach, a żeby podnieść rękę na powitanie na drodze, jakoś nam nie idzie, zatem jeśli nikt tego nie powiedział na głos, pozwólcie proszę, że napiszę:

 

Jeśli wierzycie tak jak ja, że w cabrio to są #samipozytywniludzie, jeśli ważne jest dla Was aby kultura podróżowania cabrioletem wciąż miała się dobrze, jeśli podobnie jak mnie ta odrobina przyzwoitości na drodze nie przeszkodzi w życiu, machajacie na powitanie kierowcom w cabrio. Pokażcie, że można, nie dzielmy się na tych bardziej lub mniej ważnych, jeśli łączy nas otwarty dach, to właśnie to, co sprawia, że jesteśmy już w grupie wyjątkowych a raczej wyjątkowo pozytywnych ludzi!
Cześć aRs
Poprzedni artykułSpełniam swoje marzenia…
Następny artykułTruskawisko, pasja i dobry smak!
Arkadiusz Szczepański
Lubię dobrą książkę, zawsze w bagażniku lub torbie mam poezję Śliwiaka. Raczej nie jestem gadżeciarzem, ale kolekcjonuję zegarki, a z racji mojej wagi muszę kupować tylko dobre buty:) Sypiam mało i jeśli chcesz do mnie zadzwonić lub napisać o 5.00 to idealna pora. Od 4 .00 siedzę już za laptopem. Przeklinam, bo lubię. Oswoiłem się z myślą, że tatuaże, które mam na sobie, przeszkadzają w spotkaniach biznesowych. Jestem nieskończenie szczęśliwym mężem swoje żony, moje serce jest w dobrych rękach i niewypowiedzianie dumnym ojcem Kornela. W poprzednim życiu zajmowałem się komunikacją w mediach i PR-em, w obecnym tylko CABRIO!

2 KOMENTARZE

  1. Witam. Jadąc swoim cabrio – Fiatem Barchetta wypatruje innych kierowców bez dachu. Poruszam się najwięcej po drogach Kobylnica-Swarzędz – Poznań, niestety jeszcze nie spotkałem kierowcy w cabrio który by pokazał cześć lub pomachał…, wydaje mi się że większości nie widzą lub nie chcą wiedzieć – co niektórzy się dziwią czy to znajomy jechał nowym samochodem… , ale liczę że się doczekam. Pozdrawiam

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here