Gdy przyszło mi omijać korki na mieście, przypadkiem kątem oka wypatrzyłem “Gft”, korki, bo dla tych co nie wiedzą i nie byli ostatnio w Poznaniu, my „tej” jesteśmy „tutej” teraz wszyscy tak „fit” i rowerowi, że połowa motoryzacyjnego miasta pluje przez prawy rękaw na wprowadzone zmiany i szuka drogi po rozum, by wyjechać z labiryntu!

Nie jest tajemnicą, że po nastu latach życia w Niemczech, reaguję na każde niemieckie oznaczenia szczerym zainteresowaniem, kiedy więc zobaczyłem GESZFET, pomyślałem, że trzeba odwiedzić.
Zamówiłem telefonicznie stolik, kompletnie nie wiedząc czy tego wymaga sytuacja, ale na wszelki wypadek wolałem wiedzieć, że na mój głód będzie recepta a nie poszukiwanie miejsca. Dojazd szybki, miejsc do parkowania w okolicy dużo, zatem pierwszy krok mieliśmy za sobą.

Na miejscu, miła niespodzianka, wystrój z „biglem” bardzo przyjemny i przytulny. Obsługa na starcie przeszła na „Ty” tym samym nie spodziewałem się, sznytu kelnerstwa jak Sheratona, ale rozumiem, że to teraz norma. Zaczęliśmy zamawiać, prócz bardzo rozgrzewającego naparu – za drzwiami „piździło sakramencko” który pojawił się u nas na stole w 3 min. poczekaliśmy chwilę na Ramen i żebra o nazwie której przytoczyć nie potrafię, pamiętam tylko, że miały być cholernie na ostro, a były z lekkim zabarwieniem ostrości.

Czegokolwiek by nie mówić o czasie oczekiwania, podane zostało zacnie i zapewniam, że na to nie będziecie narzekać, inna sprawa to smaki. Jak doczytałem z karty pachniało w niej  Koreą, Japonią i innymi orientami, zatem spodziewałem się wynalazków – i dostałem co chciałem! Zamawiany zwykle Ramen okazał się tym razem bardzo trudnym smakiem i na tyle ile ich w życiu zjadłem (uwierzcie mi, od cholery) to ten trochę mnie powstrzymał od dalszego jedzenia, coś było nie tak! Była też zupa z mlekiem kokosowym -poprawna i kaczka której smak również nie powalił. Czekałem na swój finał w postaci żeberek, wjechały godnie, ale… zimne. Wszystko dookoła było takie oryginalne, że pierwszej chwili pomyślałem, że to taki specjalny ruch, nie robiąc zamieszania dopytałem po cichu, czy napewno mają być zimne, okazało się, że nie.
Po poprawce, żebra były już w dobrej kondycji, wciąż mało ostre, ale nie wiem też co autor tak naprawdę miał na myśli.

W ramach przeprosiny, Panie z obsługi zaproponowały dodatkowe danie i coś ekstra, ale jak wiecie, każdemu zdarzy się czasem przyjść na „drugim gazie do pracy” – kucharz tak wyglądał i nie ma co robić z tego afery, zwyczajnie podziękowaliśmy i tyle.

Reasumując, jak to bywa w biznesie, lub lepiej mówiąc, jak to w Geszefcie, raz lepiej, raz gorzej ale zawsze to geszeft i trzeba liczyć, że dobry. Jest to ciekawa i bardzo przytulna miejscówka, na np. szybki lunchy’k przed wyjazdem za miasto. Jeśli nie będziecie wymyślać z daniami, na bank będzie częściej przez Was odwiedzana, co ważne i tez na plus, prowadzący kochają zwierzęta i gdyby przyszło Wam do głowy na chwilę wyjść na spacer po Starym Rynku, zostawiając swojego merdacza pod opieką obsługi, nakarmią, napoją i widać, że dziewczyny mają serducho, zatem polecam.

czterynasześć

https://www.facebook.com/gescheft/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*